Rzym, 05.2006 r.


Rezerwując przez Internet miejsca noclegowe na wizytę w Rzymie, zadziwiła mnie niska cena jednej oferty, która to zawierała domek kempingowy składający się z pokoju z dwoma łóżkami, łazienką z prysznicem i wc. Jak dla nas super, bo czego chcieć więcej niż łóżko i możliwość swobodnego umycia się  a do tego pełna swoboda, bo cały domek dla nas? Oferta ta potwierdzona była zdjęciem. Zdziwiło mnie tylko jedno: dlaczego w ofercie jest napisane tent, co po angielsku oznacza namiot  a na zdjęciu jest domek kempingowy? Wytłumaczyłem to sobie samym językiem angielskim: zawsze nauczyciele powtarzali, że w tym języku jedno słowo ma czasem wiele znaczeń, więc pomyślałem sobie, że w tym przypadku pewnie tent oznacza domek kempingowy. I oczywiście z pełnym entuzjazmem zarezerwowaliśmy te noclegi. Nawet nie wiecie, jak bardzo zdziwiliśmy się na miejscu……

Ale za nim to zdziwienie nadeszło, zadziwiło nas zupełnie co innego. Meldując się w naszym ośrodku obsługiwał nas miły bardzo młody Pan, który dość biegle mówił po angielsku, co nas niezmiernie ucieszyło. Niestety mówił po angielsku z silnym włoskim akcentem, więc z tego jego „włoskiego angielskiego” połowy nie zrozumieliśmy:). Zasadę na takich wyprawach mamy taką, że pytając o coś ważnego dla nas pytamy we dwójkę, gdyż zawsze jest przy tym większa szansa, że któreś z nas coś zrozumie;)  W tym przypadku jednak nic to nie dało. Miły Pan mówił z takim akcentem, że odchodząc z kluczem z recepcji byliśmy, lekko mówiąc, niedoinformowani.

No i w tym momencie nadeszło zdziwienie, o którym pisałem wcześniej. Oczywiście znaleźliśmy pole z domkami, znaleźliśmy domek z numerem, który nam przydzielono w recepcji, ale niestety nasz klucz nie pasował do zamka owego domku. Tuż obok pola z domkami było pole z namiotami….to już pewnie wiecie, co było dalej. Okazało się, że rezerwując ten nocleg, tent oznacza to, co powinno i czego nauczyłem się w szkole podstawowej a więc namiot. Bardzo nas to zezłościło, zadziwiło, zasmuciło, zdołowało. Nie byliśmy przygotowani na taką opcję, że przez tydzień nocujemy pod namiotem bez koca, śpiwora czy ciepłych ubrań. Mimo, iż to był maj a w ciągu dnia było ciepło, to noce nadal należały do chłodnych. Namiot był wyposażony w dwa łóżka polowe, dwie poduszki i dwa koce. Ostatecznie daliśmy radę, mimo że trochę marzliśmy. Poniżej w galerii znajduje się jedno zdjęcie tego naszego „domku”:).  Dziś śmieję się z tego i myślę sobie, że nie było aż tak źle, ale zimno było.

Samo miasto mnie nie urzekło, dużo bardziej podoba mi się Paryż czy Barcelona. Oczywiście takie miejsca jak: Koloseum, Watykan, Forum Romanum, Fontanna di Trevi czy Panteon robią wrażenie, ale miasto jako takie nie bardzo. Gdyby ktoś mnie zapytał,  jaki jest Rzym, to nie umiałbym powiedzieć. Mógłbym powiedzieć, że Koloseum jest większe niż myślałem, że Muzea Watykańskie robią wrażenie, itd. Nie umiałbym jednak określić samego miasta, jego atmosfery.

Pewnie moja niechęć wynika z dwóch powodów:
– czystość Rzymu:  pozostawia ona wiele do życzenia. Oczywiście w każdym pewnie mieście znajdują się mniej zadbane okolice, ale parę razy zaskoczyło mnie to, że przy głównych atrakcjach jak np. Koloseum, leżały kupki śmieci. Bardzo mi to psuło ogólne wrażenie. Nie toleruję śmiecenia i bardzo mnie drażni takie zachowanie.
– hałas:  wiedziałem, że naród włoski ma temperament ale nie myślałem, że całe miasto będzie aż takie głośne i zakorkowane!  Zwiedzając tę stolicę wiedziałem, że na pewno nie chciałbym tu zamieszkać. Fakt, mieszkam w małej miejscowości i może nie jestem przyzwyczajony do takiego ruchu, ale będąc w innych dużych miastach europejskich, jak Paryż, Berlin czy Barcelona, nigdy nie spotkałem się z takim hałasem na ulicach.

Mimo tych powyższych niedogodności, Rzym spełnił- w sumie całkiem przypadkowo- jedno istotne marzenie mojej żony. Już w 2002r. wyruszyliśmy do Berlina na wystawę Amedeo Modiglianiego. Niestety nie udało nam się jej zobaczyć. W stolicy Włoch wybraliśmy się do muzeum, w którym to podpytywaliśmy o jego dzieła. Okazało się, że „wyjechały one do innego miasta”, tak to przynajmniej zrozumieliśmy. Coś jednak nie dawało nam spokoju i jeszcze raz spytaliśmy i wówczas okazało się, że i owszem, wyjechały, ale do innego muzeum w samym Rzymie:). Ostatecznie udało nam się odnaleźć wskazaną ulicę i samo muzeum, ku uciesze mojej Ani:).

Będąc poza granicami kraju, bardzo lubię obserwować ludzi, ich relacje, sposób ubierania się, mówienia. Do tego celu idealne jest metro, czy jakiś park. W tzw. śródziemnomorskich krajach wciąż mnie zadziwia fakt, iż tubylcy są ze sobą tak blisko – jak rozmawiają, to mówią całym sobą, gestykulują. Wydaje się, że każde istotne słowo jest odpowiednio zaintonowane. Do tego dochodzi bliskość fizyczna- stoją blisko siebie, dotykają się. Mam wrażenie, że zupełnie inaczej pojmują swoją prywatność i intymność. Nie twierdzę, że to złe, ale że takie inne i dlatego ciekawe i intrygujące. I takie właśnie rzeczy są najciekawsze w pokonywaniu granic.

Jeśli ktoś z Was był w Rzymie i umie jakoś określić to miasto, to bardzo proszę o kontakt. Chętnie wysłucham/przeczytam jakąś ciekawą relację, dzięki której ujrzę to słynne Wieczne Miasto nad Tybrem w innym świetle:).

Rzym_1_2006 Rzym_2_2006 Rzym_3_2006 Rzym_4_2006 Rzym_5_2006 Rzym_6_2006 Rzym_7_2006 Rzym_8_2006 Rzym_9_2006 Rzym_10_2006 Rzym_11_2006 Rzym_12_2006 Rzym_13_2006 Rzym_14_2006 Rzym_15_2006 Rzym_16_2006 Rzym_17_2006 Rzym_18_2006 Rzym_19_2006 Rzym_20_2006 Rzym_21_2006 Rzym_22_2006 Rzym_23_2006 Rzym_24_2006 Rzym_25_2006 Rzym_26_2006 Rzym_27_2006 Rzym_28_2006 Rzym_29_2006 Rzym_30_2006 Rzym_31_2006 Rzym_32_2006 Rzym_33_2006 Rzym_34_2006 Rzym_35_2006 Rzym_36_2006 Rzym_37_2006

 




'Rzym, 05.2006 r.' 2 komentarze

  1. 1 sierpnia 2015 @ 14:40 Joanna

    My Rzym planujemy odwiedzić w następnym roku.
    Mieliście niezłą przygodę, dobrze, że chociaż miasto nie sprawiało większych problemów. 🙂 Ja raz w życiu się pomyliłam rezerwacją (w pośpiechu jej dokonywałam) i zamiast hotelu mieliśmy hostel. Jakież było zdziwienie nasze na miejscu. 🙂 A najgorsze było to, że to w Bratysławie było i że cena była hotelowa – a nie hostelowa. Ech.. 🙂

    Reply

    • 1 sierpnia 2015 @ 15:00 Dawid

      Tak to jest z tymi pomyłkami 🙂 Ale z drugiej strony, obyśmy tylko takie mieli problemy w podróży 🙂 😉

      Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.

© Copyright 2016 odkrywacswiat.pl.  All Rights Reserved