Podróżowanie w ciąży


– Nie boisz się? – zapytała mama.
– Ale czego? – odpowiedziałam.
– No nie wiem, że tak daleko jedziecie?
– Przecież nie jedziemy na koniec świata. Zresztą, tu na miejscu też może mi się coś stać.

Miesięczna podróż samochodowa po Rumunii i Bułgarii była naszym tegorocznym marzeniem. Długo czekaliśmy na ten wyjazd. Ciągle się opóźniał, stale coś wyskakiwało. W końcu udało się. Wyjazd przypadł na przełom 5 i 6 miesiąca ciąży, czyli II trymestr. Najlepszy czas na tego typu przedsięwzięcia. Mój brzuch zaokrąglał się już, ale nie był jeszcze na tyle duży, aby utrudniał podróż. Samopoczucie zdecydowanie poprawiło się w stosunku do I-szego trymestru. Potrzeba snu zmalała a mdłości ulotniły się w końcu. Obaw było sporo, owszem. Tylko, że to w dużej mierze nie były nasze obawy a osób nam bliskich, rodziny, znajomych. Czego dotyczyły najczęściej? Tego, że w trakcie ciąży niewskazana jest długa jazda samochodem; że kto to widział spanie w ciąży pod namiotem czy w aucie; że mogę mieć problem z dostępem do lekarza; że mam już swoje lata ( 33 rok życia to zacny wiek) i organizm może nie tak lekko znosić ciążę, jak tę pierwszą, 5 lat temu; i w końcu, że przecież coś nam się może przydarzyć. W pewnym momencie, gdy głowa dudniła mi od nadmiaru pytań, zaczęłam zastanawiać się, co jest ze mną nie tak? Czy brakuje mi wyobraźni? Skoro sama narażam się na te wszystkie niewiadome, ewidentnie muszę być nieodpowiedzialna. Przecież noszę w sobie dziecko, na którego zdrowiu bardzo mi zależy. „Ale chwileczkę… ja, nieodpowiedzialna? No przecież nie ja pierwsza, nie ostatnia podróżuję w ciąży” – myślałam.  Zaraz zaraz…

Nie taki diabeł straszny…..

Im bardziej wsłuchiwałam się w pytania, tym większe miałam wrażenie, że ludzie sami nie wiedzą, czego tak naprawdę się boją. Po prostu większość z nas ma w głowie obraz kobiety ciężarnej, która… no właśnie, która co? Ma duży brzuch, mdłości, zachcianki, powinna być pod stałym nadzorem lekarza, na którą trzeba chuchać i dmuchać, jest niezaradna i niesamodzielna, więc trzeba o nią szczególnie mocno dbać? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy byłam w ciąży z naszym pierwszym synem, Gabrysiem, znajomi dawali nam do zrozumienia, że chyba nieprędko wybierzemy się ponownie w podróż. W końcu kto to widział podróżować z tak małym dzieckiem? Trochę im się udało nas wtedy nastraszyć. Po raz pierwszy wyjechaliśmy za granicę z Gabrysiem w okolicy jego p-szych urodzin (dopiero!). Jak się miało później wielokrotnie okazać, te obawy innych ciągle się powtarzały. Zmieniały się tylko hasła, choć i to nie zawsze. Gdy wybieraliśmy się w naszą pierwszą miesięczną podróż samochodową po Bałkanach, z 4 letnim już wówczas Gabrielem, usłyszeliśmy, że to niebezpieczne. Spanie w aucie na parkingach, plażach, gdzieś w polu, bez stałego dostępu do wody, lekarza i do tego z dzieckiem, tak daleko od domu?! Kiedy kilka miesięcy temu jechaliśmy na weekend do Lwowa, pytano nas, czy się nie boimy. W końcu tam jest wojna i podobno Polakom przecinają na Ukrainie opony. Odpowiedź brzmi: owszem, boimy się. Przed każdym wyjazdem czujemy tak entuzjazm, jak i nutkę niepewności. Nie mamy przecież kontroli nad wszystkim, choćbyśmy nie wiem jak byli przygotowani. Zawsze istnieje ryzyko, że coś się wydarzy. Jednak po trzynastu latach podróżowania w różnych wariantach: samolotem, pociągiem, autem, bez dziecka, z dzieckiem, w ciąży i w stanie niebłogosławionym, blisko i daleko, wiemy już, że „Nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Podobnie było z podróżowaniem w ciąży. Zatem odczarujmy trochę tego kosmatego i strasznego diabła.

Podróżowanie w ciąży

Zanim zdecydowaliśmy się na miesięczny wyjazd autem do Rumunii i Bułgarii, wybraliśmy się na weekend majowy do Lwowa. Choć było sympatycznie, nie mogę powiedzieć, że był to udany wyjazd. Po prostu nieświadoma faktu, że jestem w ciąży, mimochodem go popsułam. Kilkugodzinna podróż autem była dla mnie jak nigdy dotąd męcząca. Do tego całej naszej trójce dało się we znaki moje dziwne zachowanie: nagle stałam się mało odporna na zmęczenie, zimno i deszcz a do tego poddenerwowana z byle powodu! „Co się ze mną dzieje?” – pytałam samą siebie, nie mogąc uwierzyć, że ja naprawdę tak się zachowuję! Kiedy więc planowaliśmy wyjazd do Rumunii i Bułgarii najbardziej obawiałam się właśnie tych dwóch ciążowych dolegliwości: zmęczenia (mimo że podróżowanie autem daje dużo wolności, nie zawsze możemy zatrzymać się, gdzie chcemy. Czasami mimo zmęczenia jedziemy dłużej niż planowaliśmy, bo np. nie możemy znaleźć miejsca na nocleg. No i w rozgrzanym aucie ciężko uciąć sobie popołudniową drzemkę.) i huśtawek nastrojów (a te potrafiły czasem wziąć mnie sobie w posiadanie, oj potrafiły). No i co zrobię, jeśli nagle będę potrzebowała lekarza? A! Było jeszcze coś. A jak sobie poradzę z częstszym bieganiem na siusiu, szczególnie w nocy? Nie uśmiechała mi się wizja ciągłego drepania w nocy na stację paliw, za potrzebą. Trochę więc pobiłam się z myślami, dokładnie przeanalizowałam moje obawy i mimo wszystko zdecydowałam się na ten wyjazd. Oczywiście okazało się, że w praktyce wszystko jest prostsze niż w naszych wyobrażeniach. No to po kolei… Jak wyglądała moja ciążowo-podróżnicza rzeczywistość?

1. Prowadzenie auta….. Mam to szczęście, że mój partner jest bardzo wyrozumiały i daje mi ogromne wsparcie. Zostałam więc całkowicie zwolniona z obowiązku prowadzenia auta, dzięki czemu mogłam siedzieć sobie wygodnie na tylnym siedzeniu i dobrowolnie zmieniać pozycję (ciągle zapięta pasem bezpieczeństwa!!!). To była dla mnie duża ulga.
2. Zmęczenie… Tak. Bywały chwile, kiedy chciało mi się płakać, że znowu muszę wchodzić gdzieś po schodach. Bywało też tak, że zamiast iść zwiedzać miasto z chłopakami, wolałabym zostać w aucie i się zdrzemnąć, nawet zwinięta w kłębek. I co mnie zdziwiło, bardziej od niewygód zmęczyło mnie Gabrysiowe skupianie na sobie mojej uwagi. Siedząc obok mnie, ciągle zadawał pytania, domagał się gier i zabaw. A ja niestety miałam jak nigdy potrzebę skoncentrowania się na sobie i swoich potrzebach. Poza tym wiedzieliśmy, że cały wyjazd dostosowany będzie do moich potrzeb, na spokojnie, bez szaleństw. W końcu mieliśmy w perspektywie co najmniej 3 tygodnie podróżowania. Przy dobrej organizacji na wszystko starczy nam przecież czasu.
3. Huśtawki nastrojów… Owszem były. Były nawet ze dwie kłótnie, ale w podróży zawsze znosimy lepiej problemy niż w codziennej rzeczywistości. Po prostu wiemy, że albo my zapanujemy nad naszymi emocjami, albo one popsują nam wspólny, wyczekiwany długo wyjazd. No i kiedy tak mocno wziąć się w garść, to okazuje się, że te drobne, irytujące przed chwilą niedogodności, mają też swoją drugą stronę. Zamiast narzekać na zimny wiatr znad morza, lepiej cieszyć się wspólnym rodzinnym spacerem. Zamiast irytować się, że dziecko po raz któryś z kolei pyta o to samo, można zachwycić się jego determinacją w odkrywaniu świata. Dużo zależy od naszej perspektywy myślenia. Po prostu.
4. Niewygody… Nie będę kłamać, że spanie w aucie jest wygodniejsze od spania w łóżku. Nie będę też robić z siebie bohaterki znoszącej dziarsko wszelkie niedogodności. Prawda jest taka, że po rozłożeniu siedzeń do pozycji leżącej i nadmuchaniu materacy, spanie w aucie jest naprawdę ok. Może i jest trochę ciasno, ale nie tak źle, jak może się wydawać. I nie używałam do spania żadnego rogala ani jaśka pod brzuchem. Dało się i bez tego. No a umyć się można wszędzie, na polu, w łazience na stacji paliw, na parkingu. W podróży włącza mi się minimalizm (uwielbiam ten stan). Nagle okazuje się, że do szczęścia potrzeba mydła, szczoteczki, pasty do zębów i wody. I wszystko da się zrobić! Myślę, że ważny był też fakt, że to moja druga już ciąża. Na pewne sprawy patrzyłam z większym dystansem, doświadczeniem i luzem. Nie przeżywałam wszystkiego tak bardzo, jak w pierwszej ciąży (czytaj: nie panikowałam;) ).
5. Nocne  bieganie do toalety… Często w podróży mam okazję przekonać się, jak dużą siłę ma nasza podświadomość. Organizm postanowił  i tym razem dostosować się do sytuacji i chwilowo dał mi trochę luzu w tym względzie. Tak więc biegania za potrzebą nie było.
6. A jeśli mimo wszystko wydarzy się coś, co będzie zagrażało ciąży? Mam przecież ubezpieczenie, okrojone- kartę EKUZ i rozszerzone- wykupione specjalnie na podróż. No i w każdej chwili można włączyć gps w telefonie i pędem pojechać do najbliższego szpitala. Poza tym, nie oszukujmy się. Rumunia czy Bułgaria to nie Afryka czy puszcza amazońska. Lekarze są wszędzie dostępni. A ludzie bardzo pomocni. Jestem pewna, że gdybym poprosiła kogoś obcego o pomoc (np. aby wezwać karetkę), otrzymałabym ją.

W trakcie podróży spotkaliśmy polskie małżeństwo z Tczewa. Nie zapomnę uznania w oczach tej kobiety i słów podziwu, że podróżuję w ciąży. Dużo ciepłych słów usłyszałam także od znajomych po powrocie. Tylko, że wciąż nie rozumiem, co w tym takiego nadzwyczajnego, że pojechałam w podróż w ciąży? Nie zrozumcie mnie źle. Nie namawiam żadnej z was do tego, aby zrobić to samo, bo to bułka z masłem. To indywidualna decyzja każdej z was. Znam siebie. Wiem, że w podróży niewiele mi do szczęścia potrzeba. Wiem, że poradzę sobie, nocując co trzecią noc w hotelu a dwie pod rząd w aucie. Rano, kiedy w aucie i na zewnątrz jest chłodno, wstanę, ubiorę się szybko i nie będę zrzędzić. Zjem śniadanie w biegu, na kolanie i umyję zęby polewając sobie wodę z butelki. Żaden to dla mnie problem. Kobieta w ciąży powinna przede wszystkim słuchać swojego organizmu, potrzeb i swojego lekarza. Na pewno nie wybrałabym się w tę samą podróż będąc w 8 czy 9 miesiącu ciąży, ponieważ mój organizm powiedział już „Stop, odpoczywaj. Teraz inne sprawy są priorytetem.” Teraz myślami jestem już w niedalekiej przyszłości, przy porodzie, który czeka za rogiem. Ale jeśli nie ma przeciwwskazań, by podróżować nawet w 8 czy 9 miesiącu ciąży? Jeśli wiem, że mój organizm poradzi sobie? Jeśli czuję, że to mnie uszczęśliwi, bo spędzę wspaniale czas z najbliższymi osobami? Co w tym niezwykłego? Ciąża to nie choroba. Jeśli tylko biorę pod uwagę moje możliwości fizyczne i psychiczne, nie widzę żadnych przeciwwskazań, aby podróżować w ciąży.

 

Refleksje po……

Im bardziej czuję, że spotykam na swej drodze jakiś stereotyp, tym większą mam ochotę udowodnić, że to tylko stereotyp. Dlaczego? Często nie zadajemy sobie pytania „Ale dlaczego ja tak czuję/myślę?”. Nie analizujemy realnego zagrożenia, tylko dajemy się ponieść emocjom, obawom, utartym opiniom, zdaniu innych. To nas zamyka w pewnych ramach myślowych. Budujemy wokół siebie mur wyobrażeń, lęków i tego, że „tak nie wypada”. Po co się ograniczać? Dlaczego nie sprawdzić, jak jest naprawdę? Czy podołam podróży z małym dzieckiem? Czy naprawdę Wschód lub Bałkany, o których zapewne mniej wiemy niż o Europie Zachodniej, są takie niebezpieczne? Czy ciąża jest przeciwwskazaniem do podróżowania? Jak sobie odpowiedzieć na te pytania, nie podejmując nawet próby? Za każdym razem, kiedy decydujemy się z Dawidem na pokonanie jakiegoś lęku, rzeczywistość okazuje się lepsza niż w naszych wyobrażeniach. Z każdego nowego doświadczenia wychodzimy silniejsi, bo wiemy już, że damy radę. Czy powtórzyłabym więc podróż do Rumunii i Bułgarii w 5/6 miesiącu ciąży? Oczywiście!

Mamaia, Rumunia

Bułgaria



About


'Podróżowanie w ciąży' 4 komentarze

  1. 18 grudnia 2015 @ 13:18 Agata - Nitki w drodze

    I dobrze, że byś powtórzyła ten wyjazd! Też namawiam każdą napotkaną ciężarną, że jeśli się dobrze czuje, to czemu sobie odmawiać podróży i przyjemności z nich płynących? Endorfiny w ciąży jak najbardziej wskazane 😉 Ja niestety mimo wielkich planów musiałam odpuścić ! Najpierw leczenie szpitalne, a później mój kręgosłup odmówił współpracy. Jedyna podróż – ta do Berlina – zajęła nam zamiast 5 godzin – 10 ze łzami w oczach. Także dużo zależy od kobiety i tego „nieprzewidywalnego” stanu. Pozdrawiam 😉

    Reply

    • 18 grudnia 2015 @ 18:38 Anna

      Zgadzam się z Tobą Agato, że nie wszystko zależy od samej kobiety. Ciąża to nie choroba, ale specyficzny stan i ciężko przewidzieć, jak kobieta go zniesie. Najważniejsze to słuchać swojego organizmu, swoich potrzeb, wskazówek lekarza. Nic na siłę. Jeśli kobieta czuje, że da radę, dlaczego nie podróżować? A jeśli wręcz przeciwnie, zamiast podróży potrzebuje odpoczynku i wyciszenia- ma do tego całkowite prawo. Dla mnie zaskoczeniem było, że obecną ciążę znoszę trudniej niż poprzednią. Jednak po 30-tce robi się już pod górkę 😉 I mimo, że jestem szczupłą osobą a mój brzuszek wciąż jest stosunkowo niewielki, to wydolność organizmu znacznie spadła i musiałam wziąć to pod uwagę. Natomiast nie rozumiem, dlaczego ludzie powtarzają te utarte opinie, że w ciąży/z dzieckiem nie da się podróżować, bo… bo co? Bo tak mówili im ich rodzice/znajomi i tak już zostało? Ja np. podziwiam kobiety, które podróżują samotnie. A one pewnie zastanawiają się, co w tym takiego nadzwyczajnego. Wystarczy podjąć decyzję i ją wykonać 🙂

      Reply

  2. 10 grudnia 2016 @ 18:18 Kasia

    Podziwiam, sama bym się trochę bała :d

    Reply

    • 15 grudnia 2016 @ 10:41 Anna

      Dziękuję, Kasiu. Ale wiesz, że często jest tak, że w naszych wyobrażeniach coś jest przerażające, wymagające odwagi a tak naprawdę, kiedy staniesz z tym czymś twarzą w twarz, okazuje się, że nie jest to takie straszne, prawda? 🙂 😉 Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Reply


Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.

© Copyright 2016 odkrywacswiat.pl.  All Rights Reserved