Wywiad- Tomek Michniewicz.

spotkanie Tomek Michniewicz

Z początkiem lutego br. Iławę odwiedził Tomek Michniewicz, który wówczas promował swoją najnowszą książkę „Świat równoległy”. Po spotkaniu autorskim udało mi się z nim porozmawiać. Dziś zapraszam Was do tego wywiadu. Będzie trochę o podróżach, ale przede wszystkim o życiu Tomka i o tym, w którą stronę zmierza ten nasz świat.

 

Dawid: Jakie pytania powtarzają Ci się najczęściej podczas wywiadów?

Tomek M.: Jaka była moja najniebezpieczniejsza przygoda oraz dokąd jadę w kolejną podróż.

D.:  Takich pytań w naszej rozmowie nie będzie. Przyznam też, że nie zamierzałem ich zadać 🙂

T.: Ogromnie mnie to cieszy.

D: Dziś masz prawie 34 lata. Pamiętasz siebie mającego 17 lat? O czym wtedy marzyłeś?

T.:  Marzyłem, żeby pisać o muzyce. Kochałem muzykę, słuchałem jej cały dzień. Mój tata grał na gitarze, grywał koncerty.

D.: Grał hobbystycznie czy zajmował się tym zawodowo?

M.: Hobbystycznie,ale grał cały czas, przez całe życie, dlatego też postrzegałem go jako zawodowego muzyka. Ponadto chciałem czytać jak najwięcej. Dostrzegłem, że sprawia mi przyjemność zwiększanie poziomu rozumienia tego świata, poszerzanie perspektywy. Bardzo lubiłem odkrywać nową przestrzeń, którą mogłem poznać.

D.: Kto Cię wtedy inspirował?

T.:  Mój ojciec. Miał niesamowitych znajomych, ze wszystkich zakątków świata. Wyobraź sobie, że wracasz do domu i spotykasz w nim jogina albo hipnotyzera. To było niesamowite. Podsłuchiwałem różne jego rozmowy. Inspirował mnie swoją otwartością i różnorodnością zainteresowań.

D.:  Teraz dodajmy Ci 17 lat do wieku  obecnego i załóżmy, że masz ok. 50 lat. Jak chciałbyś, żeby twoje życie wyglądało w tym wieku? W jakim punkcie chciałbyś wówczas być?

T.:  Mam dużo obaw ale gdybym miał stawiać na coś pieniądze, postawiłbym na to, że podróże nie będą już moim sposobem na życie, że będę miał odchowane dzieci, że będę wyjeżdżać, ale raczej dla przyjemności, może by zrobić mały projekt reporterski. I na tym kończy się moja wyobraźnia.

D.: Byłbyś zadowolony z takiego obrotu spraw?

T.: Tak. Jeśli czegoś się boję to tego, że ominę moment, w którym powinienem zmienić swoje życie. Moja obecna ścieżka wymaga rezygnacji z wielu podstawowych wartości, np. z rodziny. Wiem jednak, że w którymś momencie powinienem coś zmienić, by dla samego siebie, by dla swojej przyszłości przygotować lepszy grunt.I nawet jeśli to nie jest teraz dla mnie tak ważne, to wiem, że powinienem już coś  w tym kierunku robić.

D.:  Czyli masz takie przeświadczenie, że nawet jeśli w dużym stopniu zmienisz obecnie obraną ścieżkę, to na tej nowej też odnajdziesz szczęście?

T.: Oczywiście. Równie mocno będę się w to angażował i będę równie szczęśliwy.

D.: Czy po jakiejś wyprawie, już po powrocie do domu, stwierdziłeś, że pewne sprawy poszły za daleko, że coś wymknęło się spod kontroli, że trochę po prostu przesadziłeś?

T: Tak, ale ja się nie pcham w niebezpieczne sytuacje dla samej chęci adrenaliny, by mieć potem co opowiadać. Oczywiście szacuję ryzyko, ale z drugiej strony pewne rzeczy dzieją się bez naszego wpływu i szybko eskalują, czego się nie da kontrolować. Podczas podróży po Pakistanie nie wiedzieliśmy, czy dane miasto jest pod kontrolą Talibów czy nie, a wyboru nie było żadnego.

D. Czego się boisz? Nie mam tu na myśli tylko podróży, ale całego życia.

T.: Swojego narwaństwa. Boję się, że kiedyś gdzieś postawię na niewłaściwe karty, że jakaś sytuacja, w wyniku mojego błędu, stanie się smutną historią dla mojej żony i to ona będzie musiała ponieść główny tego ciężar. Jak spojrzysz na biogramy znanych podróżników, to trudno znaleźć kogoś, kto jest szczęśliwym staruszkiem otoczonym wianuszkiem wnuków. Najczęściej w takim życiu jest samotność, alkoholizm, rozwody.

D.: Jest coś czego nie lubisz w podróży?

T. : Najbardziej nie lubię tego, że pewne sytuacje kiedyś odbierałem jako fajne przygody, a dziś są dla mnie bardzo męczące, przestają cieszyć. Np. jazda na dachu autobusu.  Nie lubię tego, że pewne rzeczy mi trochę spowszedniały.

D.:  Wiele osób Ci zapewne zazdrości, że podróże stały się dla Ciebie pracą, sposobem na życie. Czy nie zabiera Ci to frajdy z podróżowania?

T.: Nie, bo rozdzielam strefę zawodową, zarobkową od tej przestrzeni podróżniczej, w której się spełniam. Wyjazdy związane z pisaniem książki to nie są wyjazdy zarobkowe. Na książkach się niewiele zarabia. Jest to jednak dobry sposób, by przekazać w nich to, na czym mi zależy. Mogę przekazać w nich swoje obserwacje i myśli, więc ta sfera jest dla mnie wciąż arcyciekawa.Z drugiej strony jest sfera biznesowa, wyjazdy, szkolenia itd., ale traktuję ją jako sposób na zarabianie pieniędzy. To jest po prostu moja praca.  Nie budzi we mnie zbyt wielu emocji, ale właśnie dzięki temu umiem oddzielić je od podróży, które dają mi satysfakcję.

D. I to chyba jest klucz do sukcesu. Kolejne pytanie:  media często przedstawiają świat  jednostronnie. Tak samo jest z podróżami, najczęściej postrzegamy je, jako coś niesamowitego, bajecznego. Raczej nie mówi się o tych ciemnych stronach podróżowania. Czy straciłeś coś przez podróże?

T.: Tak, złudzenia. Jak zaczynasz podróżować, często wyjeżdżasz z przekonaniem, że gdzieś daleko jest lepiej, że tam gdzieś jest raj. Jedziesz tam i okazuje się, że nie jest lepiej, że życie tam nie różni się tak bardzo od twojego własnego życia. A jest lepiej tylko na tej jednej pięknej plaży, która została oczyszczona na potrzeby turystów. To bolesny proces, ale też oczyszczający, bo pozbywasz się tęsknoty, by zmieniać swoje życie. W końcu przecież żyjesz w równie ciekawym miejscu.

D.: Dużo chyba zależy od nas, od tego, jak postrzegamy swoje miejsce zamieszkania.  Czy widzimy tylko same wady i twierdzimy, że jest wszystko źle, czy raczej dostrzegamy uroki tego życia i umiemy z niego czerpać.

T.: Dokładnie. Kiedyś miałem okazję żyć w kameruńskiej dżungli z Pigmejami Baka. W pierwszych dniach, które tam spędziliśmy, myślałem, że dostanę szału, bo tam się nic nie działo. Sądziłem, że będę drugim Malinowskim, że będę „odkrywał”. Ja przyjechałem, plemię sobie żyło, a ja nie badałem, bo nie było czego badać. Dopiero po paru dniach zrozumiałem, że oczekuję rzeczy na niewłaściwym poziomie, że tam się działo mnóstwo ciekawych rzeczy, ale ja nie tego oczekiwałem, bo chciałem biegać po dżungli i podglądać techniki łowieckie, a nie analizować koncepcje upływu czasu.

D .: Czyli pojechałeś tam z własnym jasno określonym planem, który się nie ziścił.

T.: Dokładnie. Świat nie wiedział, że mam taki plan i nie bardzo go to interesowało. Dopiero po kilku dniach odkryłem fascynującą przestrzeń, zacząłem zauważać pewne mechanizmy, zwyczaje, hierarchię. I nie chciałem stamtąd wyjeżdżać. Każde miejsce może być fascynujące, jeśli spojrzysz na nie w odpowiedni sposób.

D.: Turysta, podróżnik, backpacker, pielgrzym. Pojawiają się różne definicje tych słów, spory na temat wyższości jednego nad drugim. Patrzę na to z przymrużeniem oka i traktuję to jako nic nieznaczący problem I świata. Jak uważasz, czy warto rozstrzygać  wyższość jednych nad drugimi?

T.: Nie warto, ponieważ bardzo trudno jest zdefiniować jednoznacznie podróżnika czy turystę, to nie jest takie oczywiste. To służy tylko własnej autokreacji i podbudowaniu własnego statusu.  Ja się nie uważam za podróżnika. W mojej definicji podróżnik to synonim eksploratora.Podróżników prawie już nie ma, bo nie ma miejsc do odkrywania, nie ma białych plam. Teraz jest era poznawców, poznawania i rozumienia tego, co jest gdzieś indziej i tłumaczenia tych wszystkich różnic. Gdybym miał się jakoś określić, to powiedziałbym, że jestem podróżującym reporterem albo backpackerem.

D.: W jednym z wywiadów czytałem, że Twój kalendarz potrafi być wypełniony nawet na 1,5 roku do przodu. Czy stać Cię jeszcze na spontaniczność?

T.: Nie. Generalnie nigdy nie miałem etatu i nikt nie chciał mi go dać, co wymusiło na mnie nie tyle działanie freelancerskie, co działanie freelancerskie do sześcianu. Piszę książki, artykuły, robię zdjęcia, programy w radiu i TV,  szkolenia i żeby się utrzymać  w tym kołowrotku, trzeba bardzo dobrze planować. Inaczej się nie da.

D.: Do tej pory odwiedziłeś ponad 50 państw. Czy to coś dla Ciebie znaczy? Robi to na Tobie jakieś wrażenie? Już nie wspomnę nawet o tym, że w niektórych krajach byłeś kilkukrotnie.

T.:  To jest dla mnie kluczowe. Przez ostatnie 3 lata lista krajów odwiedzonych przeze mnie powiększyła się z 52 do 56 a nie ma mnie pół roku w roku. W Tajlandii byłem 14 razy, w Zimbabwe – 7 razy.

D.: Co zatem przez te pół roku robi Tomek Michniewicz?

T.: Wracam w te same miejsca i to jest dla mnie dużo bardziej satysfakcjonujące. Nie podnieca mnie zbieranie pieczątek w paszporcie. Kiedyś bardzo mnie to interesowało i to jest naturalne, każdy przez to przechodzi. Dziś wolę wrócić do Zimbabwe, bo mogę zaobserwować procesy, które tam zachodzą. Potrafię się po nim lepiej poruszać,  mogę dotrzeć do miejsc, do których za pierwszym razem bym nie dotarł, mam kontakty. Kilka dni temu  wróciłem z Zimbabwe, w którym byłem siódmy raz i udało mi się po pięciu latach starań wjechać do Parku Narodowego Mana Pools tak jak chciałem – rozbijasz namiot i chodzisz, gdzie chcesz bez przewodnika. Wokół bawoły, hipopotamy, lamparty, hieny i jeśli nie umiesz się poruszać, zginiesz.

D.: Prezydent Zimbabwe Mugabe „nie położył” na tym parku jeszcze swojej ręki?

T.:  Jeszcze nie. I tam właśnie nie dojedziesz, gdy jesteś w Zim pierwszy raz. Musisz znać ludzi, mieć przewodnika itd.  Im więcej razy wracasz w to samo miejsce, tym lepiej je rozumiesz. Dlatego wracam do tych samych krajów.

D.:  Czytając historię Tadente łzy cisną się same do oczu. Teraz Chiny „zdobywają”  Afrykę poprzez olbrzymie inwestycje. Nie dziwi mnie to, bo my, Europejczycy robiliśmy to samo jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Myślisz, że jest szansa, że człowiek się w tym szaleństwie opamięta? W tej wycince lasów, niszczeniu natury, zabijaniu zwierząt?

T.: Uważam, że człowiek jako gatunek jest jak wirus. Wytniemy wszystko do gołej ziemi i będziemy się dziwili, że nic nie ma. Bogate kraje Zachodu wygrały pewien wyścig, po czym ogłosiły, że wyścig się skończył i postanowiły narzucić taką narrację. Jakim prawem?

D.: Ale nadal na tym korzystają. Mam tu na myśli choćby surowce wydobywane w Afryce.

T.: Tak, bo są one pod kontrolą międzynarodowych korporacji, w związku z czym kolonizacja skończyła się tylko na papierze.Pojawia się zatem pytanie:  w jaki sposób można nakazać rozwijającym się krajom Afryki, by  nie sprzedawały swoich zasobów naturalnych, skoro uważają to za najlepsze dla swojej przyszłości.  Tak naprawdę oddają swoje surowce w leasing, np. na 100lat, w zamian za budowanie dróg. Chińczycy wybudują drogi z kopalni do portów, którymi wywiozą ich surowce. I to jest kolonizacja na własne życzenie. Nie sądzę byśmy się opamiętali, dlatego też uważam, że jesteśmy w przededniu jakiejś gigantycznej katastrofy humanitarnej. Po prostu przepaść między I a III światem jest tak olbrzymia, że to musi pęknąć w taki, czy inny sposób.

D.: Dla mnie przerażające są dane, które mówią, że 1-2% ludzi posiada 90% światowego majątku.

T.: Jeśli porównujesz siebie do kogoś, kto ma o wiele więcej, to zawsze będziesz biedakiem, ale jak się porównasz z pakistańskim góralem, to jesteś najbogatszym człowiekiem, jakiego on widział na oczy. Jak wsiadam do samolotu i otwieram magazyn pokładowy, przeglądam te wszystkie produkty,  to nie wierzę, w jakim świecie żyję. Perfumy za kilkaset złotych, złote pióro za cztery tysiące. Pytanie: po co nam to? Za te pieniądze można byłoby naprawić świat. Jesteśmy bardzo uprzywilejowanymi ludźmi. Bardzo.

D.: Mimo młodego wieku dużo osiągnąłeś. Biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie, jakich rad udzieliłbyś młodemu reporterowi, dziennikarzowi, fotografowi?

T.: Doradziłbym, by w swoich notatnikach skreślili wszystkie kropki i wykrzykniki a postawili znaki zapytania. Początkujący reportażyści, podróżnicy opisują świat w sposób normatywny. Jeśli ktoś chce naprawdę zrozumieć świat, nie powinien zadowalać się pierwszymi obserwacjami ani pierwszymi odpowiedziami, jakie usłyszy. Należy zadawać różne pytania, wówczas można zobaczyć zupełnie inną rzeczywistość.

D.:  Ciężko jest taką selekcję dokonywać. Gdybym chciał zweryfikować wszystkie informacje, które czytam, to chyba by mi życia na nic innego nie starczyło.

T.: Niestety żyjemy w takiej rzeczywistości. Mam taki zarzut do mediów, że przestały weryfikować źródła. Dlatego ciężko jest znaleźć wiarygodne źródła informacji. To jest olbrzymi problem.

D.: Media często nie zadają pytań, opisują tylko to, co widzą, ale nie pytają, dlaczego tak się dzieje, jakie jest tego tło.

T.: No właśnie. Mnie interesuje „dlaczego” a nie samo „co”. Reporter zadaje pytanie „dlaczego?”.

D.: Mam wrażenie, że osób, które chcą to weryfikować jest coraz mniej. Chociaż w blogosferze bardzo dobrą pracę np. w ukazywaniu kryzysu imigracyjnego wykonali chociażby Jakub Górnicki, Robert Rient czy Łukasz Supergan.

T.: Oni byli dla mnie lepszym źródłem informacji niż telewizja. Nauczyliśmy się bardzo szybko ferować wyroki. Na podstawie 10 sekundowego filmiku wyrabiamy sobie opinię. Siedzimy  sobie wygodnie w fotelu w Polsce, jesteśmy bezpieczni, mamy co jeść i oceniamy  ludzi, którzy kilka tygodni przedzierali się przez morze i pustynię. Oni nie robią tego dla zabawy. Ja bardzo ostrożnie formułuję osądy w przypadku takich wydarzeń. Co ja mogę wiedzieć, dopóki tam nie pojadę i z nimi nie porozmawiam?

D.: Większość z osób, które są radykalne w wydawaniu opinii na ten  temat, nigdy nie widziała na żywo muzułmanina, nie była w kraju, w którym religią dominująca jest islam, nie rozróżnia sunnity od szyity, ale to niestety nie przeszkadza im w osądzaniu i używaniu tzw. mowy nienawiści.

T.: Tak, i oni właśnie się wypowiadają.

D.: Na zakończenie naszej rozmowy: czego Ci życzyć na ten rok?

T.: Wiesz co, chyba niczego, ja jestem szczęśliwym człowiekiem.

D. W takim razie życzę zdrowia dla Ciebie i Twoich bliskich.

T.: Bardzo Ci dziękuję.

D.: A ja dziękuję Tobie za tę rozmowę.

 

p.s. Więcej o Tomku i o jego działalności dowiecie się z jego strony-> www.tomekmichniewicz.pl 🙂




'Wywiad- Tomek Michniewicz.' has no comments

Be the first to comment this post!

Would you like to share your thoughts?

Your email address will not be published.

© Copyright 2016 odkrywacswiat.pl.  All Rights Reserved